poniedziałek 25 wrzesień 2017


Ostatnio w mediach głównego nurtu non stop słyszymy o zagrożeniu płynącym ze strony Korei Północnej. Jako, że geopolityka i finanse chodzą w parze temat ten staram się monitorować od lat i pewną prawidłowość zauważyłem dość dawno temu. Temat Korei wypływa mniej więcej co dwa lata. Za każdym razem słyszymy o kolejnych próbach rakiet, które mimo znacznego unowocześnienia nadal przypominają technologię USA sprzed jakiś 70 lat i nie stanowią rzeczywistego zagrożenia.

Motyw Korei jest jednak  ochoczo wykorzystywany jako temat zastępczy, odciągający masy od rzeczywistych problemów gospodarczych zwłaszcza w USA, gdzie ponad 80% społeczeństwa obawia się ataku ze strony Korei mimo, że mniej niż 5% jest wstanie wskazać ją na mapie.

Nie twierdzę absolutnie, że reżim Kim Dzong Una jest bez winy. Odwrotnie, Korea jest jednym z krajów w którym ogromną część budżetu wydaje się na zbrojenia podczas gdy gospodarka kraju jest na poziomie ekstremalnego zacofania, a głód jest na porządku dziennym. Ostatecznie gdy kraj ten jest odcięty od technologii, gospodarką zarządza się centralnie i nieefektywnie to co jakiś czas zaczyna brakować żywności. Wtedy zazwyczaj Kim podobnie jak jego poprzednik zaczyna szantażować kraje zachodu używając motywu militarnego w oczekiwaniu na pomoc finansową czy humanitarną. Co gorsza w przeszłości szantaż zawsze działał więc czemu nie zastosować go ponownie.
 
Czy Korea dysponuje bronią atomową?

Korea Płn. rzeczywiście dąży do pozyskania broni atomowej. Co do tego nie mam wątpliwości i żeby była jasność jestem absolutnym przeciwnikiem udostępniania technologii atomowej szaleńcom pokroju Kim’a. Jeżeli jednak spojrzymy na sprawę trochę obiektywniej to w obliczu ciągłych gróźb ze strony USA nie dziwię się, że władze Korei robią co mogą aby pozyskać technologię atomową. Gdyby Irak posiadał broń atomową, nigdy nie doszło by do inwazji uzasadnionej przez zachód posiadaniem „broni masowego rażenia”, której nigdy nie znaleziono oraz rzekomymi powiązaniami z Al Quedą. O większa hipokryzję trudno w obliczu gdy administracja Obamy poprzez Hilary Clinton współpracowała z Al Quedą w Syrii. Wtedy jednak chodziło o ta dobrą Al Quedę :-)

Kolejnym przykładem tego co może spotkać Koreę Płn. jest Libia. Do 2011 najbogatszy kraj Afryki zmieniony w pobojowisko pod hasłem szerzenia demokracji. Gdyby kraj ten poza ogromnym bogactwem - złożami ropy, posiadał także technologię atomową, najprawdopodobniej nigdy nie zostałby zaatakowany, a Kadafi pod wpływem innych nacisków wycofałby się z planu wprowadzenia w krajach Afryki Płn. złotego dinara i wykorzystywania go do handlu ropą.

Z drugie strony zastanawia mnie czemu niektóre kraje jak np. Francja, mimo zakazu przeprowadzania prób atomowych, przeprowadziła ich kilkanaście i nikt jej nie groził atakiem, nikt nie sugerował sankcji o ich wprowadzeniu nie wspomnę. Co z Indiami i Pakistanem, które od kilku lat zalicza się do grona potęg nuklearnych. Co z Izraelem, który nieoficjalnie dysponuje ponad 400 głowicami, ale wbrew naciskom międzynarodowych organizacji w tym ONZ, nigdy nie zgodził się na żaden audyt. Najwyraźniej są równi i równiejsi. „Oś zła” wyznaczona przez USA to jednak Iran, Syria oraz Korea Płn. i fakt, że kraje te jako jedyne nie mają prywatnego banku centralnego nie ma tu żadnego znaczenia.


PRZEJDŹ NA STRONĘ INDEPENDENT TRADER ŻEBY POCZYTAĆ DALEJ