sobota 25 listopad 2017


Autorka dzieli się sukcesami i porażkami kolejnego doświadczenia w Projekcie Zero Śmieci, jakim był tegoroczny (2015) urlop w górach. Urlop zaplanowany jako zero-śmieciowy, choć nie do końca się takowy okazał, pozwolił nauczyć się wielu nowych rzeczy o naturze ludzkiej oraz o trudach życia w stylu zero-waste w podróży i na wakacjach.

Od powrotu z mojego urlopu minęły właśnie 2 miesiące. To już najwyższa pora, by na chłodno opowiedzieć o nim, jako o kolejnym kroku na mojej drodze ku zero-śmieci…

Jednym z najtrudniejszych aspektów zero-śmieciowego życia są podróże, wyjazdy, urlopy. Najlepiej pewnie pojechać na urlop koleją, ale ta nie wszędzie dociera – a kiedy bierze się ze sobą także i rowery – w zasadzie pozostaje podroż autem. Poza oczywistymi wadami, samochód ma tę zaletę, ze nie trzeba się specjalnie ograniczać, jeśli chodzi o bagaż. Nie, nie odchodzę z mojej ścieżki ku minimalizmowi… Paradoksalnie, by przetrwać prawie zero warte przez 2 tygodnie w górach przy granicy z Ukrainą, trzeba wziąć o wiele więcej ze sobą niż normalnie. Największą częścią mojego bagażu – stanowiła bowiem żywność.

PRZEJDŹ NA STRONĘ PROGG ŻEBY POCZYTAĆ DALEJ