wtorek 17 październik 2017


Zacznę od tego, że w mojej ocenie decyzja Donalda Trumpa o wycofaniu się USA z ustaleń Porozumienia Paryskiego z 2015 roku nie ma kompletnie żadnego znaczenia w kwestii zmian klimatycznych. Podobnie, jak i samo Porozumienie Paryskie nie ma żadnego znaczenia w kwestii zmian klimatycznych. Dlaczego? Ponieważ Porozumienie Paryskie było pustosłownym aktem deklaracji chęci i zamierzeń. Nie ma w nim żadnych mechanizmów wymuszających jakiekolwiek działania, które miałyby skutecznie ograniczyć emisję gazów cieplarnianych. Podstawowymi sformułowaniami dokumentu paryskiego są frazy: chcemy, będziemy dążyć, zamierzamy, oczekujemy i tym podobne.

 

 

 

W Horyzoncie #37 z grudnia 2015 roku relacjonowałem Państwu postanowienia Paryskiego Szczytu i dla zapoznania się z tematem proponuję pierwszych 10 minut tego grudniowego odcinka Horyzontu:



Pomijam kompletnie kwestię tego, czy człowiek ma swój udział w tzw. globalnym ociepleniu i czy może mieć jakikolwiek wpływ na obserwowane od lat zmiany klimatyczne. W mojej opinii NIE MA czegoś takiego jak "ludzkie sprawstwo globalnego ocieplenia" i uważam za ignorancję sugerowanie, że możemy wpłynąć na zmiany klimatyczne ograniczając emisję CO2. Ale bez względu na to, jakie kto ma poglądy na kwestie ludzkiego sprawstwa globalnego ocieplenia, to Paryski Szczyt Klimatyczny w tej sprawie nie osiągnął NIC.

No i dopiero z tej perspektywy warto się przyjrzeć tej histerii, która się rozgrywa "na salonach" oraz w mediach tzw. głównego nurtu. Z jednej strony mamy pełne oburzenia deklaracje rządów wielu krajów (Indie, Chiny, Rosja, Węgry, Niemcy, Włochy, Francja i wiele innych) - jakoby wyjście USA z Porozumienia Paryskiego podcina szanse na jego realizacje. Tylko nikt nie mówi o tym, co miało  być zrealizowane. Otóż NIC poza dobrymi chęciami i cyklicznym (co 5 lat) obowiązkiem rewizji polityki w kwestii globalnego ocieplenia przez każdego z sygnatariuszy COP21. To jest jedyne konkretne postanowienie Paryskiego Szczytu.

Z drugiej strony mamy Donalda Trumpa, który zamiast wpompować kolejną transzę z pieniędzmi w interes, który jest mistyfikacją (handel limitami emisji CO2) postanowił przeznaczyć je na inny cel. Być może ów inny cel będzie inną mistyfikacją, ale z pewnością klimat naszej planety na tej decyzji Pana Trumpa nie ucierpi . Więc cóż naprawdę zmienia wyjście USA z tej procedury? Dla globalnego ocieplenia - NIC.

Kwestia ludzkiego sprawstwa globalnego ocieplenia stała się korporacyjną religią rządów. I socjologicznie podchodząc do tematu to fascynujący fenomen. Pokazuje on jak coś, co na zdrowy rozum jest najgłupszym z możliwych działań stało się poprawnością polityczną i każdy, kto przeciw tej religii występuje jest "konspiracyjnym idiotą". Dlaczego najgłupszym z możliwych działań? Bo gdyby kwoty przeznaczone na "walkę" z globalnym ociepleniem zostały w całości przeznaczone na rozwój alternatywnych wobec obecnych źródeł energii, nie mielibyśmy żadnego problemu z obniżeniem poziomu emisji CO2. Co zresztą samo w sobie jest pomysłem niepokojącym, albowiem każdy adept lekcji biologii na poziomie podstawowym wie, że zwiększenie stężenia CO2 skutkuje zwiększeniem masy zielonej roślin uprawnych. Ale co tam, to kolejna mrzonka "konspiracyjnych idiotów".

Utrzymanie religii globalnego ocieplenia pozwala na permanentny handel czymś, co nie ma żadnej realnej wartości materialnej (limity emisji CO2). To podobna w swoim geniuszu sztuczka do kreacji pieniądza "z powietrza", czym zajmuje się system bankowy na świecie. Pozwala też zaangażować tysiące szczerych  w swoich intencjach działaczy i aktywistów na rzecz walki z wiatrakami. Dzięki temu nie będą się zajmować demontażem pałaców miłościwie nam panujących. Pozwala podtrzymać egregor strachu i zagrożenia - nie tylko terroryści (inwigilacja), nie tylko fikcyjne epidemie (obowiązkowe szczepienia), nie tylko zagrożenie kolizji kosmicznej z asteroidą (militarne technologie rodem z Gwiezdnych Wojen), ale i globalne ocieplenie! Bój się! Bój! I zaufaj swojemu rządowi, bo tylko on jest w stanie Cię ochronić przed tymi wszystkimi zagrożeniami!

Nawiasem mówiąc nikt jak na razie nie opisał przewidywanych dramatycznych skutków globalnego ocieplenia - poza artykułami, które donoszą, że pokrywa lodowa na biegunach topnieje. Jest to tylko częścią prawdy, albowiem tu i ówdzie grubieje, a nie topnieje. I pamiętając, że współczesne badania naukowe potwierdzają domniemania, że niegdyś Antarktyda była zielonym kontynentem (zielonym - znaczy pokrytym roślinnością!)  jakoś trudno sobie wyobrazić cóż takiego strasznego się stanie, gdy średnia temperatura planety podniesie się o 1,5 stopnia Celsjusza w perspektywie następnych kilkudziesięciu lat. A to miał być ambitny cel Paryskiego Porozumienia. Do 1,5 stopnia do roku 2100. Więc czym nam to grozi? Z grubsza wiadomo: wegetacja roślinna na tym zyska.

Donald Trump podjął decyzję o wyjściu USA z Porozumienia Paryskiego. Ale z jakichś powodów część mediów nie zauważyła, że zadeklarował jednocześnie chęć renegocjacji Porozumienia, co umożliwiło by USA powrót do niego - aczkolwiek na nowych warunkach. USA są po Chinach największym emitentem CO2. Więc w decyzji Pana Trumpa nie ma nic poza normalnym biznesowym negocjowaniem lepszych warunków dla USA, które na ograniczeniach emisji CO2 stracą relatywnie najwięcej.

Tymczasem Elon Musk spektakularnie odchodzi z Rady Naukowej powołanej przez Donalda Trumpa - w proteście przeciw wyjściu USA za Porozumienia Paryskiego. Pan Marcon wzywa tych, którzy się zawiedli na decyzji Pana Trumpa, by... przenieśli się do Francji, gdzie będą mogli dalej walczyć z globalnym ociepleniem. Pan Xi Jinping głosi, że z USA czy bez USA Porozumienie Paryskie będzie realizowane (czyli nic w tej sprawie nie zostanie tak naprawdę zrobione zgodnie z duchem paryskiego szczytu). Pan Orban czuje się "zaszokowany".  Pani Merkel nie widzi w USA godnego zaufania sojusznika... Każdy z tych ludzi wie, że Porozumienie Paryskie niczego nie wnosiło. Więc o co chodzi?

Nie znam do końca odpowiedzi na to pytanie. Ale mamy pewne wskazówki, które mogą być inspiracją do samodzielnego poszukiwania odpowiedzi na nie. Otóż już podczas Paryskiego Szczytu padły sugestie, że tak naprawdę w ogóle nie chodzi klimat, lecz o "zmianę modelu kapitalizmu". I co jakiś czas ktoś podnosi taki temat, że chodzi o zmianę modelu dystrybucji światowego bogactwa - poprzez operowanie (handel, opodatkowanie, kary i naciski na gospodarki różnych krajów) limitami emisji CO2. Jak powiedział jeden z wiceprezesów (2008-2015) skompromitowanego Międzyrządowego Panelu do spraw Zmian Klimatu (IPCC) Ottmar Edenhofer:

Climate policy has almost nothing to do anymore with environmental protection. [...] The next world climate summit in Cancun (2010) is actually an economy summit during which the distribution of the world’s resources will be negotiated.

[Polityka klimatologiczna nie ma prawie nic wspólnego z ochroną środowiska. Następny światowy szczyt klimatyczny w Cancun (2010) to tak naprawdę szczyt ekonomiczny podczas którego będzie negocjowany nowy sposób redystrybucji światowych bogactw]

Christiana Figueres - Sekretarz Wykonawczy United Nations Framework Convention on Climate Change (UNFCCC):

It must be understood that what is occuring here [...] in the whole climate change process is a complete transformation of the economic structure of the world.

[Trzeba zrozumieć, że w całym procesie zmian klimatycznych chodzi o kompletną transformację ekonomicznej struktury świata]

Jedno wydaje się być pewne. Zdrowy rozsądek każe się zastanowić nad sensem globalnych działań na rzecz ograniczenia emisji CO2. I nie trzeba być geniuszem, by zobaczyć, że coś tu nie gra. Stare powiedzenie mówi, że jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. I tutaj powoli niektóre klocki zaczynają się układać w logiczny ciąg wydarzeń. A co do zmian klimatycznych - są one niezbędne w światowym systemie politycznym. Czekamy z utęsknieniem, żeby do sfer politycznych dotarł klimat świadomości, wobec kogo wy jesteście odpowiedzialni, Panie i Panowie Politycy.

[ang]



 

Zdjęcie/Photo Credit: sieć, także Encyclopedia Dramatica

Źródła:
Biznes Alert
Futurism
Futurism
ZeroHedge
Forsal
i inne w sieci