sobota 25 listopad 2017

 

W sobotę 4 marca prezydent Donald Trump opublikował na Tweeterze następujące oświadczenie:

"Koszmarne. Właśnie się dowiedziałem, że Obama podsłuchiwał moje rozmowy prowadzone z Trump Tower w trakcie kampanii prezydenckiej. Niczego w nich nie znalazł. To jest McCarthy'zm!"


a chwilę później napisał:

"Jak nisko upadł Obama, żeby mnie podsłuchiwać w trakcie [uświęconego okresu] kampanii wyborczej. To zły/chory człowiek na miarę Watergate Nixona!"



W Ameryce zadrżała ziemia. Jeżeli te zarzuty nie okażą się prawdą, Donald Trump będzie w centrum konstytucyjnego konfliktu, który może uruchomić domino pozbawienia go władzy nawet w jakimś siłowym procesie. Jeżeli te zarzuty okażą się prawdą, Obama może się przenieść ze swojej nowej pieknej willi wprost do więzienia. A wraz z nim całe stadko jego współpracowników. I byłoby to polityczne tsunami na miarę Fukushimy.

Począwszy od weekendu jest to temat numer jeden amerykańskich mediach. Dyskusja jest zażarta. Rzecz w tym, że na razie administracja Białego Domu nie udostępniła dowodów, które by potwierdziły prawdziwość tych zarzutów. Paradoksalnie informacje o podsłuchiwaniu przez administrację Obamy Donalda Trumpa i jego współpracowników były od tygodni publikowane w... mediach głównego nurtu włączywszy w to najbardziej zszargane tytuły jak New York Times oraz The Washington Post. Wspaniały przegląd tychpublicznie dostępnych publikacji przytoczył znany amerykański dziennikarz (CRTV) Mark Levin: 

 

Problem w tym, że artykuły prasowe nie są dowodem w sensie prawnym. Potrzebne są dowody, a nie dziennikarskie spekulacje. Wiadomo oficjalnie, iż Obama podsłuchiwał kanclerz Merkel, Nicolasa Sarkozy'ego, Ban Ki-Moon'a i szereg innych polityków i dyplomatów na całym świecie - czemu więc nie miałby podsłuchiwać Donalda Trumpa? Wszelako Barack Obama zaprzeczył stawianym mu zarzutom.

Ale problem też w tym, że administracja Obamy dwukrotnie wystąpiła do Sądu Federalnego USA z wnioskiem o wydanie tzw. FISA warrant - nakazu umożliwiającego inwigilację otoczenia Donalda Trumpa w ramach podejrzenia o działalność szpiegowską. Oczywiście chodziło o domniemane kontakty z Rosją. Pierwszy wniosek administracji Obamy został złożony w lipcu 2016 i został przez Sąd Federalny odrzucony. Ale drugi został złożony w październiku - tuż przed wyborami - i został przyjęty. No i teraz wszystko zależy od tego, czy były jakiekolwiek podstawy do jego złożenia. I do jego przyjęcia. Wszelako to może się okazać dowodem w sprawie.

Okoliczności odsunięcia ze stanowiska gen. Flynna pokazały jednoznacznie, że ludzie z otoczenia Donalda Trumpa byli podsłuchiwani. Oficjalna wersja administracji Obamy jest taka, że to "standardowa procedura podsłuchiwania rosyjskiego ambasadora...". I że ten Flynn w tym wszystkim to "przypadek". W ostatnich dniach oskarżono również o kontakty z rosyjskim ambasadorem nowo mianowanego prokuratora generalnego Jeff Sessions'a. Jego spotkanie z rosyjskim ambasadorem (oraz 25 innymi ambasadorami) było zorganizowane przez administrację Obamy. Zaczynamy oglądać amerykańskie polowanie na czarownice i możemy sobie zacząć wyobrażać jak to mogło wyglądać w czasach zimnej wojny i ówczesnych procesów o kontakty z "komunistami".

Niesławny dyrektor FBI Comey zażądał od Departamentu Sprawiedliwości oficjalnego zaprzeczenia, jakoby ten miał coś wspólnego z podsłuchiwaniem Donalda Trumpa. Na razie czekamy na odpowiedź. Donald Trump zażądał od Kongresu USA przeprowadzenia śledztwa w tej sprawie.

Tymczasem nawet Kellyanne Conway, osobista doradca Donalda Trumpa, w odpowiedzi na pytanie, czy Donald Trump rzeczywiście ma dowody na poparcie swojego oskarżenia odpowiedziała wymijająco, że "to możliwe". I starła się złagodzić dramatyczną wymowę zarzutów Donalda Trumpa zwracając uwagę, że skoro media i politycy wciąż mówią o Rosji, o rzekomych kontaktach urzędników Trumpa i jego samego z Rosjanami, to należy też dołączyć do ich żądań przeprowadzenia śledztwa w tej sprawie także żądanie przeprowadzenia śledztwa wyjaśniającego źródła i inspiracje do tych dziwnych przecieków. Jak na razie żadne informacje z tych przecieków, które miały by potwierdzić tezę o kontaktach Donalda Trumpa z Rosjanami nie zostały w żaden sposób potwierdzone ani udowodnione.


Wiele wskazuje na to, że ten właśnie temat prowadzenia nielegalnych i kryminalnych działań w stosunku do Donalda Trumpa przez Baracka Obamę może być bardzo spektakularnym tsunami, które przeczyści amerykańską scenę polityczną. Tylko nie wiemy, w którą stronę? I to, co można zadeklarować z pewnością brzmi: CIĄG DALSZY NA PEWNO NASTĄPI.


Źródła:
przytoczone w tekście różne materiały z mediów dostępne na You Tube.

Zdjęcie/Photo Credit: Giles Bowkett

 

Tymczasem, jak gdyby nigdy nic, Barack Obama został uhonorowany nagrodą „PROFILES IN COURAGE”. Poczytaj o tym na stronie Antimedia w artykule ŻYJEMY W CZASACH GDZIE PRAWDA JEST SUBIEKTYWNA. OBAMA OTRZYMAŁ NAGRODĘ „PROFILES IN COURAGE”